W IMIENIU NASTĘPCÓW

Powiedział Goethe, że nasze skryte pragnienia, nasze nieosiągalne, zdawałoby się, dążenia są przeczuciem naszych przyszłych możliwości. powiedział słusznie – lecz zapomniał dodać, że zazwyczaj nie my osobiście te możliwości realizujemy. My pragniemy – ale pragniemy w imieniu następców. Ja pragnę i za pragnienia swe płacę nierzadko całym życiem – ale plącę nie dla siebie. Ja dążę i dla swych dążeń mam tylko przyszłość – ale nie jest to już moja osobnicza przyszłość. Jeszcze raz chciałbym być tutaj dobrze rozumiany. W tym trybie pragnienia i po­dejmowania działań wcale nie idzie o „ofiarę” – o coś, co łatwo wzniośle określamy mianem altruizmu. Jeśli już – to jest to egoizm, ale egoizm mający sankcję ontologiczną, poświadczony moją wyjątkowością. Jak i wyjątkowością wszystkich pozostałych ludzi i pozaludzkich istnień.

ODWAŻNIE I RACJONALNIE

Waśnie dlatego, że tkwię w obieży, nazwijmy go brzydko, „instynktu samozachowawczego”, moja nieprzyparta chęć trwania wyzwala we mnie różnorakie „instynkty rodzicielskie”. Jeśli więc tylko będę zabiegał o własne trwanie naprawdę odważnie i racjonalnie, jeśli będę go pragnął dostatecznie mocno i dalekowzrocznie, muszę porzucić jednostkowy horyzont samolubnego płaza i umieścić swą egoistyczną jedyną sprawę w horyzontach obszerniejszych istnień; muszę ich interes uznać za swój. W czym nie jestem chyba różny od innych istnień, które – widać – także swój kres jakoś „znają”. Przecież zoolodzy entomolodzy zapisali w swych książkach bardzo różne i wzruszające, zgoła wstrząsające przykłady osobników, które interes swych populacyj, a nawet gatunku „uznały za swój”.

ŚWIAT ZEWNĘTRZNY

Świat zewnętrzny zna rozmaite szlachetne pobudki twórcy’, kultura podsuwa mi różne zawsze podniosłe definicje twórczości (te są już także twórczością kulturową) – ale pierwsza przyczyna aktu twórczego ukryta jest w mojej intymności. W doświadzeniu wewnętrznym, radykalnie prywatnym wszystkie moje dążenia to bowiem mają na celu, żeby jak najdłużej, jak najmocniej – i w każdy możliwy sposób – trwać. Niniejsze pisanie jest jednym ze sposobów.W tym kierunku zawsze zmierzam, lecz znam swój kres. I wł aśnie tylko dlatego, że moje życie kończy się nieuchronnie śmiercią i wiem o    tym, moja nieprzeparta chęć osobniczego trwania każe mi zwrócić się ku obszerniejszym istnieniom – rodzinie, narodowi, grupie wyznawczej, kulturze ludzkości.

CZYM JEST WARTOŚĆ?

Zapytajmy jeszcze raz, czym jest wartość. Wartość – mówiąc inaczej – jest celem działania wartym działania, jakąś sprawą przewyższającą inne, ogniskującą pragnienia i godną wysiłku. A więc po pierwsze – ja jestem tą sprawą. Będąc jedynym celem działań, wykorzystuję dla siebie każdą szansę przetrwania i wszelkimi sposobami dążę do ekspansji własnej osoby, potęguję swe istnienie. Dla takiego postępowania mam niezbite argumenty ontologiczne: jestem przecież kimś wyjątkowym, w całym bycie jedynym, raz się tylko taki zdarzyłem. Ta moja zawsze wyjątkowość określa moją życiową strategię. Jako ojciec chcę odcisnąć niepowtarzal­ne swe rysy osobowe na rodzinie; jako Polak – na swym narodzie; jako człowiek – na wszystkich ludziach. Np. mądrzę się tutaj pisząc, ponieważ wiem, że to i tak tylko ja jeden będę umiał powiedzieć – a przeto koniecznie trzeba, żeby stało się to powszechnie znane. Jeżeli stanie się znane – i dopiero wtedy – nazwą mnie twórcą… No cóż.

INSTYNKT SAMOZACHOWAWCZY

Decyduje o  tym właściwy osobnikom „instynkt samozachowawczy” – powiedzą przyrodnicy… Ci sami, którzy usiłowali przedtem zlekceważyć ofiarę matki mówiąc o „instynkcie macierzyńskim”. Czyli tłumaczą teraz „instynktem” mój egoizm, tak jak przedtem tłumaczyli „instynktem” jego przeciwieństwo… Coś się więc tutaj nie zgadza, gdzieś tkwi bfeąd – ale gdzie? Najpewniej mylimy się my, zwiedzeni nacechowanymi po ludzku pojęciami altruizmu i egoizmu, uwikłani w cząstkowe prawdy Ody do młodości i Dzienników poufnych – bo niemożliwe, żeby myliła się przyroda, żeby te niekonsekwencje zawiniał byt. Muszę zatem szukać takiego kształtu swej odpowiedzi, który pozostanie w zgodzie z mym wewnętrznym doświadczeniem, a zarazem pozwoli mi zrozumieć ofiarę tamtej matki i potępić samolubnego płaza.

WARTOŚĆ NAD WARTOŚCIAMI

Jeżeli wezmę w nawias to wszystko, co o wartościowaniu powiedzia­łem dotychczas; jeżeli zapomnę, że wartość jest wymogiem obszerniejszego istnienia i zacznę zastanawiać się nad nią jako człowiek radykalnie prywatny, czyli szukać jej źródła w swym radykalnie prywatnym doświadczeniu – co wtedy znajdę? Otóż będę musiał dojść do wniosku, że po pierwsze jestem wartością dla siebie. Każde poszczególne życie jest wartościowe samo dla siebie, czyli – samocelowe, na siebie nakierowane, więc egoistyczne. Ja nie stanowię tu żadnego wyjątku; wszystko, co wiem o bliźnich i pozostałych osobnikach przyrody, moją wiedzę potwierdza. A skoro zadeklarowałem chęć rozumienia świata jako człowiek radykalnie prywatny, muszę swą odpowiedź potraktować poważnie i w niej szukać źródła wszelkich wartości. Prawartością, wartością nad wartościami jest bycie wartościowym dla siebie.

BYTOWA REGUŁA

No właśnie… A ponieważ ci absolutnie rozumni, „naprawdę rozsądni” ludzie zdarzają się w sytuacjach granicznych nieczęsto, czcimy ich wznosząc pomniki. Czcimy wolnych dlatego, że byli rozumnymi; albo czcimy rozumnych za ich wolność. Mówimy wtedy słusznie o uczuciach, posługujemy się słusznie argumentami uczuciowymi – ale czcimy wyższą racjonalność. Czcimy – rzadko wprawdzie spełnianą w życiu osobniczym, ale – regułę. Tyle tylko, że nasza ludzka osobnicza niedoskonałość mąci nam zazwyczaj widok ogólny i nie pozwala tej reguły jako reguły dostrzec.Ta bytowa reguła, nazywana inaczej wolnością, i ten stopień „rozsądku”, który wykracza poza wymiar osobniczy i pozwala pojąć świat jako rozumny.